Od najmłodszych lat, tresura była dla mnie czymś imponującym i niesamowitym. Jako mała dziewczynka, chodziłam z rodzicami do cyrku i nie mogłam sie napatrzeć na piękne konie i to co potrafią dla człowieka zrobić. Pamiętam, jak już wtedy marzyłam o własnym koniu, który będzie mi dawał dużo radości i którego nauczę różnych sztuczek......Trochę to trwało, ale spełniły się moje dziecięce marzenia.

Swoją pracę z tresurą rozpoczęłam jak Basim skończył 2 lata. Wiedziałam, że nie jest jeszcze gotowy żeby go zajeżdżać, wiec bawiłam się z nim z ziemi. Odkryłam wspaniałą pomoc, jaką jest KLIKER. To małe pudełeczko wydające dźwięk, oraz łakoć w drugiej ręce zdziałały cuda. I tak zaczęła się nasza zabawa która trwa do dziś.

Kliker towarzyszy nam na każdych zajęciach z tresury, jak i podczas jazdy, wyłapując najciekawsze elementy które zaraz są nagradzane.

Dlatego też, noszenie pochodni w pysku, stęp hiszpański, ukłon, nie jest dla Basima problemem. Cały czas wymyślamy nowe ćwiczenia, które nam obu dają radość i spełnienie, a ja wiem , że mój koń robi to chętnie i razem bardzo dobrze się bawimy.