"WIEM, ŻE NIC NIE WIEM........"- pierwsze słowa które nasunęły mi sie zaraz po szkoleniu, ze wspaniałym człowiekiem jakim jest Steve Halfpenny- założyciel naturalnej szkoły jazdy, opartej na zaufaniu. Przez ok 20 lat konie przewijały się cały czas w moim życiu Po drodze sportowej "kariery" w skokach przez przeszkody i zrobienia uprawnień instruktorskich, wydawało mi się, że znam konie. To prawda....tylko mi się wydawało! Na kursie pojawiłam się z młodziutkim 3,5 letnim Elbasimem, który od pół roku chodził pod siodłem. Zadowolona z jazdy na kantarze i bosalu ( ogłowie bezwędzidłowe) myślałam że jeżdżę naturalnie. Jakie było moje zdziwienie , kiedy Steve wsiadając na Elbasima oddał mi linke i powiedział " ten koń nie jest jeszcze gotowy żeby na nim jeździć ".....Zostałam z linką w ręku i mętlikiem w głowie...
I......zaczęłam się dopiero uczyć koni.

Teraz wiem, że bez pracy z ziemi, bez poznania psychologi konia, nie można zacząć go trenować. To on ma pokazać nam kiedy jest gotowy, a nie my jemu narzucać kiedy chcemy by był gotowy. Konie cały czas do nas mówią, tylko my opacznie je rozumiemy albo nie rozumiemy ich wcale. Najpierw szepczą, delikatnie nam sugerują że coś jest nie tak..... potem mówią, mówią.....( jak do ściany) Na końcu KRZYCZĄ !!! Bardzo krzyczą. Ale człowiek idąc na skróty...używając różnych "pomocy" do współpracy nie słyszy ich wołania. Bywa, że milkną, poddają się. Wydaje się nam, że mamy spokojnego konia, a on wegetuje...

Poprzez pracę ze Stevem a potem z jego instruktorką Justyną Mitką, nauczyłam się szybciej reagować na ich najdrobniejszy szept. Ja też nie lubię kiedy ktoś na mnie krzyczy...............